Pierwsze, co kojarzy się z Mediolanem to zapierająca dech Katedra Duomo i konkurencyjna Galeria Vittorio Emanuele. Właśnie tutaj - na Piazza Duomo, rzucamy pierwsze ,,wow'', a główny punkt programu na liście ,,must see'' uznajemy za zaliczony. Do dziś Katera i Galeria wywołują we mnie to samo ,,wow'', co pierwszego dnia, gdy przyjechałam z walizkami bez biletu powrotnego do Polski. Czas pokazał, że to jednak nie Duomo sprawiło, że pokochałam Mediolan. Pewna cząstka mnie pozostanie w tym mieście na zawsze, gdziekolwiek by mnie nie poniosło. Masz pomysł, jakie miejsce mogę mieć na myśli? Tak, to Brera, bo cała miłość do tego nowoczesnego, momentami zbyt przemysłowego i hałaśliwego miasta zaczyna się tutaj - w dzielnicy sztuki i designu Brera.




Wiele dróg w Mediolanie prowadzi do Brera Design District. Którejkolwiek nie wybierzesz już z daleka poczujesz magiczną aurę tego miejsca. Możesz próbować od centrum, skręcając obok teatru La Scala, przechodząc przez modną Via Manzoni, pokonując długą Via Solferino, zahaczając o urokliwy Largo Claudio Treves albo przedzierając się przez wąską Via Fiori Chiari. Moim ulubionym sposobem wejścia na Brera jest na pewno ostatnia możliwość. Largo Claudio Treves ma w swojej urodzie coś przyjemnego. Na środku placu rośnie drzewo o rozłożystej koronie, które latem chroni przed ukropem, a zimą stroi się w świąteczne światełka. W jego cieniu można przysiąść na moment, ze świeżą prasą, kupioną zaraz obok na straganie albo wskoczyć do baru na szybką kawę. Z Largo Claudio Treves, Brera już głośno nawołuje. 

A jaka jest Via Fiori Chiari?



Brera zachwyca pod każdym względem. Tylko tutaj znajdziesz tak wiele krętych i wąskich uliczek charakterystycznych dla Południa Włoch, skryjesz się przed zgiełkiem i pędem miasta. Tutaj odpoczniesz i nacieszysz oko. A jest naprawdę czym się cieszyć


Piazza del Carmine








Mediolan miastem mody.

Mediolan to miasto mody i designu, ale nie tej sieciówkowej, dostępnej na całym świecie. Mediolan to nie centrum miasta przy Duomo, gdzie tuzin Chinczyków, przeplatających się z drugim tuzinem arabskich rodzin szaleje na shoppingu. Brera odkrywa to prawdziwe, włoskie (a także inne zagraniczne) rzemiosło - szczególne, niespotykane na każdym rogu; biżuteria, pachnidła, materiały, ubrania. To jest naprawdę piękne i tysiąc razy lepsze od wchodzenia do setnej Zary i oglądania w niej fatałaszków. Nie ma w tym komercji i o włoskich sklepach bez zająknięcia można powiedzieć MADE IN ITALY. Całe szczęście, bo w dobie dzisiejszego konsumpcjonizmu słowo ,,niepowtarzalność'' zatraciło całkowicie swoje znaczenie.










Pomyślałaś czy na Brera można zrobić shopping? Pewnie i można. Dla przeciętnego zjadacza chleba nie są to rzeczy tanie, ale przecież nie o to chodzi, żeby wypłukać się z całego budżetu. Przy dobrych wiatrach można znaleźć okazje lub końcówki kolekcji, kupić coś wyjątkowego. Na Brera chodzi bardziej o to, żeby patrzeć, dotykać, zwracać uwagę na szczegóły, pogadać z właścicielem. Zapytać o markę, o materiały i wykonanie, żeby po prostu NASYCIĆ OKO samym patrzeniem. Cieszę oko i wcale nie mam poczucia, że coś powinnam kupić albo dlaczego mnie na to kurde nie stać. W tym cała filozofia.


Milan Design Week

Dzielnica Brera skupia designerów i artystów podczas Tygodnia Designu. Najbardziej popularnym, znanym i lubianym wydarzeniem jest Fuorisalone. Od 2002 roku przez zaledwie 7 dni Mediolan zamienia się w prawdziwe kulturowo-designerskie imperium. Na Fuorisalone zjeżdża się cały świat. Z inicjatywy Brera Design District wszelkiego rodzaju marki mają okazję do zaprezentowania swoich kolekcji. To moment także na poznanie ciekawych osób i nawiązania kontaktów. Nie chodzi tu tylko o kręcenie biznesów, ale przede wszystkim o czerpanie inspiracji, wymianie doświadczeń, poznawanie różnych historii, oglądaniu tych wszystkich artystycznych cudeniek i dobrej zabawie!


Akademia Sztuk Pięknych (Accademia di Belle Arti di Brera) i Pinakoteka.

Najpierw był tu zakon humiliatów, później jezuitów. Dopiero w 1776 roku Maria Teresa z dynastii Habsburgów ufundowała Akademię Sztuk Pięknych. Od początku była ona miejscem, gdzie rzemieślnicy i prywatni artyści udostępniali swoje dzieła sztuki studentom do celów dydaktycznych. Oprócz szkoły, caryca zadbała także o możliwość korzystania z obserwatorium astronomicznego, biblioteki oraz pinakoteki. Ta ostatnia to prawdziwa bomba. Dlaczego? Zanim Pinakoteka stała się jednym z najciekawszych muzeów w Mediolanie, rewolucję musiał zrobić Napoleon. Po wygranej bitwie z Austrią, oddał pinakotekę do użytku publicznego, a sam koronował się na króla Włoch. Napoleon był kolekcjonerem, dlatego za swoich rządów umiejętnie powiększał zbiory pinakoteki. Dzisiaj znajdziesz tam perełki m.in. od Rafaela i Caravaggia. A co z Napoleonem? Na dziedzińcu Uniwerku pozostawił na własne życzenie swój pomnik z naprawdę ładnie wyrzeźbionymi pośladkami (nie żartuję!).









No dobra, serio. Akademię Sztuk Pięknym Brera co roku kończą setki młodych designerów i artystów z całego świata. Uniwerek jest szczególny. Z jednej strony nieco surowy z drugiej wyjątkowy! Rzuć okiem na drzwi do sal i korytarze. Jest tu sala nagości, w której najprościej mówiąc odbywają się zajęcia z rysunku nagich aktów.






Pokonując wysokie schody odwiedzam Obserwatorium Astronomiczne - wstęp do muzeum jest wolny przez cały tydzień za wyjątkiem weekendów.


Wiesz o czym zwykle nie wiedzą turyści? O Kopule Schiaparelliego, która mieści się na piątym piętrze (bez windy!). Przed wejściem na Kopułę należy zarezerwować wizytę korzystając z  modułu rezerwacji.

www.cittanascostamilano.it

Po drugiej stronie korytarza znajdziesz bibliotekę, do której można wyrobić kartę wstępu bez względu na wiek i zainteresowania. Wiesz co? To jest genialne miejsce, pełne starych, mądrych ksiąg i właśnie tutaj dziergam dla Ciebie moje wpisy (niektóre). W takim otoczeniu kreatywność oswajam z łatwością.




To, co cieszy serce zwłaszcza w porze wiosennej to relaks w Orto Botanico, otwartym przez cały rok. Na jego terenie jest całkowity zakaz palenia, powietrze pachnie świeżymi kwiatami i ziołami. W promieniach słońca wyciągam się z ulubioną książką i zapominam, że za murem milanesi gniewnie obtrąbiają się nawzajem, stojąc w korkach.





Brera i jedzenie.

Będę szczera i napiszę wprost, że dużo lokali na Brera jest turystycznych, niestety. W restauracyjnych menu są fotki żarcia, które z miejsca odrzucają. Jak ktoś we Włoszech (i pewnie nie tylko we Włoszech) fotografuje to, co przyrządza w kuchni tak żeby turystyczne, wygłodniałe OKO chciało, to jest to lokal jak najbardziej ODRADZANY! Kultowym miejscem, gdzie spotykają się studenci z Akademii Sztuk Pięknych jest na pewno Brera Bar, zlokalizowanych w charakterystycznym punkcie zaraz przy Uniwerku. Polecam tu kanapki i wieczorne aperitivo. Dlaczego nie kolacja? Jeszcze w 2016 roku Brera Bar miała swój własny, nieturystyczny klimat. W 2017 roku przeszli metamorfozę lokalu i menu. Krótko mówiąc poszli w komercję, a oznaką tego jest chociażby fakt, że sam kelner (delikatnie) sugeruje, aby zjeść aperitivo. Kolacji nie jedz, aperitivo wieczorem lub kanapka po południu będzie lepsza.




Wieczory na Brera.

Już pisałam, że Brera jest magiczna? To się powtórzę. Brera jest na tyle MAGICZNA, że wieczorami spotkasz tutaj wróżkę, a nawet kilka! W wersji męskiej i damskiej. Za małą opłatą wróżka prawdę Ci powie, wywróży wielką miłość albo wygraną we włoskie lotto. Rozłoży karty albo z linii papilarnych uknuje Twoją historię. Full serwis, na co tylko masz ochotę.



Dobrze, że w Mediolanie jest takie miejsce jak Brera. Tutaj ładuję baterię, ukulturalniam ducha, zaspokajam ciekawość i przypominam sobie, co to znaczy zwolnić tempo z zapracowania.

A jakie jest Twoje magiczne miejsce?


Jeżeli spodobał się Tobie mój wpis, daj mi o tym znać:
- w komentarzu, tu na blogu,
- udostępniając i komentując na Facebook'u 

W każdy post wkładam dużo serducha, a Ty wskazujesz mi właściwą drogę, dlatego zostaw po sobie ślad.


Ponadto, spotkasz mnie także na Instagramie, a do bezpośredniego kontaktu zapraszam Cię przez mail: ochmilano@gmail.com

Ciao,


Dominika

 

Zakładam, że jak myślisz o Włoszce to pierwsze, co przychodzi Ci na myśl to Sophia Loren albo ta, od najładniejszych bioder we Włoszech, czyli Monica Bellucci. Włoskie kobity, tak jak i Włosi to temat rzeka. O ich różnych zachowaniach i podejściu do życia mogłabym napisać książkę. Do pisania książki póki co mi nie po drodze, ale gdybym miała opisać Italiankę w kilku zdaniach, to przyznaję, że jest to nie lada wyzwanie. Moje polskie oko obserwuje włoski babiniec na tyle długo, że zdążyłam wysnuć sobie kilka wniosków na ich temat. To jak? Gotowa na podróż przez włoski estrogen?



1. Włoszki mają styl.

Zaczynam od banału, ale to pierwsza rzecz, po której poznasz Włoszkę. Mogłabym użyć przymiotnika elegancka, ale lepszym synonimem jest ,,stylowa''. One są stylowe. Mogą na siebie zarzucić najprostszą kieckę, ale do tego dołożą genialne szpilki albo fikuśne okulary. Usta wysmarują na czerwono, a szyję obwiążą kolorowym fularem. Idą w klasykę i dbają o detale, choć może czasem robią to nieświadomie. No i wcale nie powiedziane, że te wszystkie modne szmatki są markowe, one po prostu wiedzą z czym to się je.



2. Włoszkę poznasz po nosie i po głosie!

Idąc męskim, wzrokowym tokiem myślenia, gdy obserwuję włoską urodę to pierwsze co mi się z nią kojarzy to ich rzymski nos. Nie chodzi o to, że kulfon i że chcę je obrażać, ale Italianki mają bardzo charakterystyczne nosy. Lekko garbate, długie, wystające. Zanim Włoszka się odezwie, nos ją zdradzi, że ta to jest Italiana. A co z głosem?
Melodyjny, włoski akcent sprawia, że odnoszę, czasem wrażenie, że one wszystkie mówią podobnie, że mają podobną barwę głosu. Do tego trzeba dorzucić prędkość wypowiadania się i niekiedy wysokie brzmienie. Towarzystwo grupy Włoszek przy stoliku obok w jakiejś miłej knajpce na pewno nie zagwarantuje Ci spożywania obiadu w ciszy i spokoju.



3. Włoszki uwielbiają plotki!

A która kobieta ich nie lubi? Lubimy sobie pogadać o innych, dowiedzieć się co robi ta z tamtym. Włoszki jednak, są w tym mistrzyniami. Ożywiają się na każdą nową informację, są dociekliwe, uwielbiają zadawać pytania, nawet jeżeli rozmowa dotyczy kogoś, kogo kompletnie nie znają. Opowiedz o swojej koleżance, która ostatnio uciekła z własnym hydraulikiem, a one wyrażą swoje zdziwienie, powiedzą co o tym myślą i przede wszystkim doradzą.



4. Włoszki późno wychodzą za mąż i mają dzieci.

To już leży we włoskiej naturze i kulturze, że takie tematy jak małżeństwo i dzieci to jak planowanie emerytury w wieku 20 lat. Przynajmniej do 30-stki nie przywiązują do tego wagi. Italianki chcą korzystać z życia i czuć się swobodnie. Nie czują na sobie presji w stylu: ,,o matko kochana nie mam jeszcze pierścionka i deklaracji a połowa moich koleżanek ma już drugie dziecko''. Dużym dla nich krokiem jest zamieszkanie z partnerem, a swój ,,matczyny'' instynkt przelewają na czworonogi. Inne Włoszki natomiast, zamiast myśleć o rodzinie poświęcają się karierze, na tyle, że na rodzinne sprawy nie mają po prostu czasu.



5. Włoszki są konsekwentne i cwane.

One są niezmordowane. W rozmowie, będą tak długo gadać, drążyć i tłumaczyć aż w końcu przekonają Cię do swoich racji. Są ambitne i lubią stawiać na swoim. Zawsze mają na wszystko odpowiedź i dbają o swoje interesy. Będą tak długo wiercić dziurę w brzuchu aż nie dopną swego. Z wiekiem ta cecha przekształca się w upierdliwość. Gdy trafisz na taką sztukę najlepiej się z nią zgodzić, a niewygodny temat szybko się zamknie. Ona będzie zadowolona, a Ty unikniesz długich, nużących dyskusji. 

6. Włoszki pachną....

...białym piżmem i wanilią. Pomimo, że sięgają po zdecydowane zapachy, używają perfum bardzo dyskretnie. Rzuć tylko hasłem muschio bianco (w tł. białe piżmo), a chętnie wrócą do historii z lat młodości, kiedy używały swoich pierwszych perfum.

7. Włoszki oszczędzają na kosmetykach.

Włoszki kochają zakupy, ale nie lubią wydawać kasy. Co z tego, że kolor pudru jest za ciemny, jeżeli płacą połowę ceny. Zasada jest jedna: ma być marka i dobra (niska) cena. A to czy to działa, czy jest odpowiednie dla ich skóry nie ma najmniejszego znaczenia.



8. Włoszki to zazdrośnice.

Włoska, kobieca zazdrość przeplata się z ich bezkompromisowością. Przejawia się chociażby w tym, że Włoszki mają problem z zaakceptowaniem kobiet innych narodowości! Jeżeli znasz język włoski, a Twój ukochany jest Włochem to są to dwa wystarczające powody, aby wbić szpilę i potraktować Cię z góry.  Rozmawiając z włoską babą możesz spotkać się z tym, że będzie udawała, że Cię nie rozumie (nie ważne ile lat siedzisz w Italii). Z uśmiechem na twarzy poprawi Twój akcent, albo przez kwiatki powie Ci, że to pewnie Ty nic nie rozumiesz, bo w końcu jesteś STRANIERA (w tł. cudzoziemka). Włoszki frustruje fakt, że bardzo duży procent włoskich mężczyzn wybiera kobiety z innych części świata. Możesz być sympatyczna i mieć dobre intencje, ale spodziewaj się, że niektóre z nich przypomną Ci skąd przybyłaś.

9. Włoszki kochają komplementy i potrafią je przyjmować!

Moja Polko, przyznaj szczerze ile razy zarumieniłaś się, gdy ktoś spontanicznie Cię skomplementował? Nie wiedziałaś co z tym fantem zrobić i jak się zachować? Od Włoszek uczę się przyjmować komplementy, bo Włoszki nie są skromne, o nie! Nie przyjmują się zdaniem innych i zawsze działają po swojemu. Kiedy usłyszą komplement promienieją w tempie natychmiastowym. Nie czują się zakłopotane i potrafią przyjąć miłe słowa. Dla mniejszej lub większej kurtuazji rzucą przez ramię ,,ma dai!'' (w tł. no, przestań!), ale wbrew pozorom bardzo lubią, gdy ktoś im osłodzi. 



W mojej włoskiej karierze, zdążyłam się z nie jedną pokłócić. Z moją Rodaczką nigdy tak ostro nie wymieniałam zdań jak robiłam to z Włoszką. Ich nieustępliwość bywa męcząca, ale są też takie, które bardzo lubię. Nasze relacje są skrajne od burzliwych po bardzo dobre. Wiele również zależy od generacji, z którą mamy do czynienia. Wyróżniłam sobie: wymalowane 20-latki, uzależnione od social media, 40-letnie kobiety sukcesu albo niepracujące matki, 80-letnie starsze panie, które albo wykończą Cię długą rozmową albo zakochają się w Twoich słowiańskich, niebieskich oczach i na powitanie serdecznie Cię uściskają niczym własna babcia. Są tak różnobarwne jak ich fular, pewne siebie jak wysokie szpilki. Rozgadane jak przekupy na targu. 

A Tobie udało się spotkać Włoszkę? Jaka była? W końcu ich zachowania nie zawsze trzymają się schematu. Przecież my - baby zmienne jesteśmy, a każda z nas jest na swój sposób wyjątkowa bez względu na to, skąd pochodzi.



Jeżeli spodobał się Tobie mój wpis, daj mi o tym znać:
- w komentarzu, tu na blogu,
- udostępniając i komentując na Facebook'u 

W każdy post wkładam dużo serducha, a Ty wskazujesz mi właściwą drogę, dlatego zostaw po sobie ślad.


Ponadto, spotkasz mnie także na Instagramie, a do bezpośredniego kontaktu zapraszam Cię przez mail: ochmilano@gmail.com

Ciao,


Dominika



 

Włochów zwykle mierzymy tą samą miarą. Wszyscy ciemni, opaleni, wygadani, z bardzo EASY podejściem do życia. Bez pośpiechu, na spokojnie. Jednym słowem jedziemy po stereotypach, jak się da. W Mediolanie żyje bardzo wielu Włochów, także tych którzy pochodzą z Południa Italii, a przyjechali tu przede wszystkim ze względu na pracę. Jeżeli postawisz obok siebie Południowca i północnego milanese, uwierz, że zobaczysz różnicę. No to jaki jest ten milanese? Zaraz Ci o tym opowiem.



1. Być na czas wszędzie i zawsze.

To zmora każdej kobiety. Powtarzam KAŻDEJ, nawet tej punktualnej. Jestem punktualna, czasem miewam poślizgi, ale generalnie na wielkie wyjścia potrafię w mig się ogarnąć: dokleić oczy i usta, wziąć prysznic i w między czasie przemyśleć co założyć na tyłek. Gdy życie dzielisz z milanese, Twoje punktualne wyczyny to wciąż spóźnienie. On już jest gotowy godzinę przed, czeka z zegarkiem. Tego samego dnia od rana przypomni, że wieczorem jest wyjście i poda czas operacyjny na opuszczenie domu. Na spotkaniu jesteście pierwsi, zawsze przed czasem albo przynajmniej na czas, nigdy później. Najważniejsze dla milanese, że już jesteście na miejscu, a misja przyjmuje status: COMPLETED. 


2. Organizacja

Pojęcie punktualności stoi na tym samym piedestale z organizacją (nie mylić z byciem pedantem). Milanese wszystkie dokumenty i kajety utrzymuje w idealnym porządku. Na dzień przed ważnym wydarzeniem, wszystko jest przygotowane i zorganizowane. Na wakacjach z milanese licz się z tym, że każdy dzień będzie zaplanowany. Nie musisz się wtedy obawiać, że pominiesz jakieś wartościowe zabytki, masz spokojną głowę o transport, noclegi i wieczorne wyjścia. Milanese już wszystko wcześniej sprawdził, poczytał opinie, zrobił listę i oszacował czy warto. 


3. Pracoholizm.

Milanese nie jest pracoholikiem z wyboru. Życie w Medio po prostu do tego zmusza. Milanesi pracują dużo, a czas pracy oscyluje w godzinach: od 9:00 do 19:00 z godzinną przerwą na lunch. Każdy kto pracuje w biurze musi się z tym liczyć. Wbrew pozorom to nie lenie, tylko pracowici ludzie.


4. Ciao, sono milanese!

Słyszałaś kiedyś o pojęciu ,,fighetto milanese''? Fighetti to właśnie ci wszyscy cool-elegancko ubrani Włosi. Dopracowani w szczególe od włosów po buty. Niektórzy wystylizowani nad wyraz, inni trochę mniej, ale to właśnie po dopasowanej koszuli, granatowym lub niebieskim garniaku i skórzanych lub kolorowych butach powiesz, że ten to jest kurde prawdziwy milanese



5. Jak być cool to na 102.

Jako, że Medio oferuje dużo różnych spotkań i eventów, obowiązkiem milanese jest w nich uczestniczyć. To kolejna okazja do tego, żeby zarzucić na siebie modny ciuch i trochę się pokazać z kieliszkiem prosecco. Zawsze istnieje możliwość nawiązania nowych kontaktów, pogadania z długonogą modelką, a czasem i wypicia ZA DARMO, po wpisaniu się na listę gości. Tak, oni grają trochę figo-fago, ale to ma w sobie dużo uroku i jest tak bardzo TYPOWE dla życia w Mediolanie, że przyjemnie na to popatrzeć.


6. Jak alko to tylko z marchewką.

Facciamo l'aperitivo? Daję Tobie 99% szans na to, że gdy jesteś w Mediolanie usłyszysz to zdanie z ust milanese. Na głodnego z domu wyjść nie można, a po drugie to część sensu życia według milanese. Aperitivo to sposób na wieczór ze znajomymi. Bar obstawiony półmiskami z zakąskami; pizzą, ciętym w słupki selerem lub marchewką, czipsami z cienko krojonych ziemniaków i innymi dobrociami idzie w parze z kieliszkiem czegoś mocniejszego. Rozgadani i zakropieni milanesi albo idą dalej w miasto albo grzecznie wracają do domu.


7. Taki ze mnie timidone.

Mówią, że Italiano jest hej do przodu. A tu Cię zaskoczę, bo milanesi bywają bardzo nieśmiali. Potrafią trzymać język za zębami, zaczerwienić się i zawstydzić. Nie powiedziane, że jeśli wyrósł na włoskiej ziemi to zawsze będzie kłapać dziobem i bić po oczach otwartością, jak mawia się stereotypowo o włoskich obywatelach. 


8. Przezorny zawsze ubezpieczony.

Bycie agitato lub ansioso, (czyli poruszonym lub niespokojnym) to drugie imię milanese. Panikują, wszędzie się spieszą. Upewniają się czy zabrali wszystko czego potrzebują przed wyjściem z domu. Czy zakręcili kurki w domu, czy zamknęli okna i opuścili rolety tudzież okiennice. Lubią mieć pewność, że wszystko idzie zgodnie z planem i nic nie wymknie się spod kontroli. Przewidują ciąg przyczynowo-skutkowy i na wszelki wypadek zapobiegają ewentualnej tragedii, którą może być każda najmniejsza pierdoła. 



Ile ludzi na świecie tyle charakterów. Nie myśl tylko, że milanesi to ci z kategorii sztywniaków i nadętych, spanikowanych bufonów.  Owszem, mają ten zachowawczy sposób bycia, bardzo różniący się od południowej energii i otwartości, ale wcale nie powiedziane, że brak im luzu. Miło popatrzeć na ich nowe, kolorowe wdzianka, na to jak spędzają wieczory przy aperitivo, jak ciężko pracują, bo dla takiej organizacyjnej pokraki jak ja, są inspiracją. To oni nadają Medio ten charakter i to właśnie dzięki nim mówisz: Och!Milano.


Jeżeli spodobał się Tobie mój wpis, daj mi o tym znać:
- w komentarzu, tu na blogu,
- udostępniając i komentując na Facebook'u 

W każdy post wkładam dużo serducha, a Ty wskazujesz mi właściwą drogę, dlatego zostaw po sobie ślad.


Ponadto, spotkasz mnie także na Instagramie, a do bezpośredniego kontaktu zapraszam Cię przez mail: ochmilano@gmail.com

Ciao,


Dominika





Zanim zamieszkałam w Italii, moja codzienna dawka napędzającej do działania kofeiny przyjmowała postać proszku. Z tak zwanej poznańskiej ,,tytki'' tudzież pojemnego słoika zalewałam ją ochoczo wrzątkiem z czajnika, który regularnie (bądź nie) odkamieniałam kwaskiem cytrynowym. Jej poziom rozcieńczenia idealnie pasował do litrowego kubka, którego czerwony kolor dawno wyprał się w zmywarce. Ta zaparzona czubatą łyżką, zwykle wywoływała efekt przymykania prawej powieki i lekko wykrzywiała twarz. Była moją kompanką do długich rozmów i ratunkiem dla zarwanych nocy. Nie łączyła nas jednak zażyła relacja. Nie zastanawiało mnie jak pachnie, czy jest dosyć intensywna, ważne, że kopała wtedy, kiedy potrzebowałam.



O poranku zaczyna się od dźwięku. Wychodzę z domu. Tym co wybudza mnie z porannej półprzytomności są brzdęki, stuki, tłuczenie i walenie spodków, na których z tym samym hukiem lądują filiżanki. Głośnym uderzeniom naczyń towarzyszy zapach świeżo upieczonych briosches, a ekspres do kawy wchodzi w stan ON. Do pobliskich barów zaczynają schodzić się ludzie.

Wchodzę do mojego ulubionego Panarello, które urzeka zwłaszcza wtedy, kiedy wszyscy milanesi pędzą do pracy. Tylko tutaj briosches ociekają czekoladą, a grzechem jest ich nie spróbować. Włosi ustawiają się kolejno przy barze i świdrują baristę spojrzeniem, czekając na swoją kolej. Kawy idą w hurcie, a briosches zostają wyjedzone tuż przed południem. Zamawiam un caffè i una briosches (cornetto) al cioccolato. W mig dostaję swoje zamówienie. Wybieram saszetkę cukru trzcinowego i bez zastanowienia przesypuję zawartość do filiżanki z kawą. To samo robią Włosi. Zanim przyjmą pierwszy łyk jeszcze przez chwilę z namaszczeniem wirują łyżeczką w naczyniu. Najpierw ją wącham, a potem próbuję. Przymykam oczy i cieszę się chwilą nim zacznę intensywny dzień. Obserwuję ludzi. Do baru wpada para Włochów ze swoimi trzema chiuaua i ta sama starsza Włoszka co, tydzień temu brała 10 sztuk cornetto. Dopijam kawę i wyjadam nierozpuszczone kryształki cukru. Przed wyjściem zawsze kontrolnie sprawdzam stan zabrudzenia dzioba i jeszcze długo później wytrzepuję okruchy po cornetto z futrzanego kołnierza płaszcza. Resztki czekolady w kącikach ust domywam w tramwaju.





Moja historyjka miała unaocznić Tobie, jak wygląda poranna rutyna w Medio. Założę się, że już o tym słyszałaś, a może nawet i widziałaś. Włosi potrafią stworzyć atmosferę, nawet niczego nie planując. Lubię, gdy kumulują się przy barze i czekają w napięciu na to, aż barista się do nich zwróci. To właśnie między innymi przez to chętnie wyciągam z portfela 1 euro, żeby napić się kawy w ich towarzystwie. No właśnie, ale tu nie tylko Włosi grają pierwsze skrzypce. Oni są dodatkiem, bo my przecież rozmawiamy o najlepszych 5 minutach w Twoim życiu.


Un caffè.


Nigdy wcześniej nie pomyślałabym, że będę tak ekscytować się na każdą filiżankę kofeiny. Ta włoska jest po prostu piękna. Tak, włoska kawa jest piękna. Spójrz na jej gładką powierzchnię pokrytą lekką pianką. Zauważ jak lśni. Bo już sam kolor, smak, aromat i sposób w jaki rozpuszcza się w niej cukier potwierdza tylko fakt, że to będzie coś dobrego, coś co naprawdę postawi Cię na nogi. W trzech ruchach poskramiam zawartość filiżanki i wcale nie rozpaczam, że zajęło mi to zaledwie 5 minut. O to przecież w tym wszystkim chodzi. To ma być krótka przerwa tylko dla Ciebie. Chwila, w której możliwe, że coś Cię natchnie, zainspiruje. Możliwe, że podejmiesz decyzję, nad którą wahasz się od dłuższego czasu. Albo po prostu moment wytchnienia, w którym myślisz o niczym.  Jesteś Ty i ona. Jesteś Ty. A gdy znów zapragniesz się z nią spotkać zawsze możesz wrócić. To jest magia tej na wpół pełnej (lub jak kto woli wpół pustej) filiżanki un caffè. 


Siamo milanesi.

No dobra, to teraz zajmijmy się częścią praktyczną, czyli gdzie najlepiej tę kawę wypić? Barów w Mediolanie jest na potęgę. Początkowo chciałam zaproponować Ci kilka z nich, jako miejsce na przystanek w ciągu dnia, ale doszłam do wniosku, że wszędzie we Włoszech możesz cieszyć się dobrym un caffè. Jeżeli jesteśmy w Mediolanie to raczej powinnam zabrać Cię do miejsca, charakterystycznego dla stylu milanese. Na początek zadajmy sobie pytanie: o co chodzi z tym stylem milanese?


Hollywood zawsze karmi nas filmami z cyklu ,,american dream'', gdzie życie toczy się w pełnej harmonii; szczęśliwa rodzina, piękne wnętrza mieszkań, dużo wolnego czasu, idealna praca i wspaniali do rany przyłóż przyjaciele. Lubimy je oglądać, bo w takiej atmosferze filmu sami czujemy się bardziej luksusowo. W określeniu ,,luksusowo'' dopatruję się stylu alla milanese. W tej całej mediolańskiej filozofii chodzi o to, że ma być ładnie, ma być stylowo, a dodatkiem do tego modnego otoczenia są dobrze ubrani, urodziwi ludzie. Jeżeli miałabym zaproponować Ci miejsce na kawę, która spełni wszystkie te wytyczne to powiem: Marchesi. To kwintesencja stylu milanese.


Kawiarnia znajduje się na piętrze w Galerii Vittorio Emanuele. Już samo wnętrze sprawia, że fotografuję nawet drzwi windy. Kolory, wystrój i gra świateł to typowa mediolańska robota - w dobrym guście. Kawę zamawiam jak zwykle na stojąco, bo przy stolikach atmosfera pompatyczna, czyli taka, jaka bywa w stolicy mody. Po drugie nie żebym chciała szastać kasą, której i tak nie mam. Płacenie podwójnie za serwis, nakrycie stolika, obsługę i tę samą kawę nie ma najmniejszego sensu. Filiżanka espresso przy stoliku na długiej nodze w zupełności wystarczy. Ze stojącej perspektywy na wszystko mam idealny widok. Biorę łyk gęstego płynu. Spoglądam przez półokrągłe okno na Vittorio, znów dostrzegłam jakiś element, którego wcześniej nie widziałam. Boska dziś pogoda, słońce wypełnia całe wnętrze galerii. Małżeństwo obok przy stoliku uśmiecha się do mnie, a ludzie kroczą dzisiaj wolniej. Obowiązki odpłynęły gdzieś daleko, mam swoje 5 minut tylko dla siebie.










Jakie wrażenia?

Jeżeli udało mi się Ciebie trochę zaczarować, pozwól, że spuentuję po co to wszystko. Do Mediolanu wszedł Starbucks. Wszyscy podnieceni, że sieciówka z modną imienną kawą wchodzi pierwszy raz w historii do włoskiej gry. Więc?

We włoskich żyłach płynie kawa. Dla kogoś, kto przyjeżdża pierwszy raz do Włoch, zamówienie kawy przy barze wydaje się być rzeczą oczywistą do zrobienia, ale czasem bywa i wyzwaniem. Tłumy spieszących się Włochów przy barze, złożenie zamówienia i ogólnie system jaki panuje we włoskich barach może onieśmielać, dlatego często turyści rozglądają się w popłochu za znajomą sieciówką. Tak jest bezpieczniej i dobrze o tym wiemy, bo w innym przypadku nie wiemy co wybrać, trzeba zapytać, odważyć się, otworzyć buzię i powiedzieć coś w innym języku.

Zgiń, gdy stchórzysz. Zobacz ile może Cię ominąć. Wejdź, podejdź do kasy, daj 1 euro i po prostu poproś o un caffè. Świdruj baristę spojrzeniem, aż podejdzie i odbierze Twój rachunek. On wie co ma robić i wie, że jesteś turystą. Wie także, że nie rozumiesz cza-czy, bo nikt za pierwszym razem w tym chaosie filiżanek nie rozumie nic. A gdy już wyląduje przed Tobą Twoje un caffè po prostu ciesz się swoimi najlepszymi 5 minutami.



Jeżeli spodobał się Tobie mój wpis, daj mi o tym znać:
- w komentarzu, tu na blogu,
- udostępniając i komentując na Facebook'u 

W każdy post wkładam dużo serducha, a Ty wskazujesz mi właściwą drogę. 


Ponadto, spotkasz mnie także na Instagramie, a do bezpośredniego kontaktu zapraszam Cię przez mail: ochmilano@gmail.com

Ciao,


Dominika