Włoski to fajny język - prosty, melodyjny i rytmiczny. Przyjemności z jego nauki miałam wiele, ale też wiele razy chciałam tę naukę rzucić w pioruny. W Polsce zrobiłam 3-tygodniowy kurs, po którym myślałam, że podbiję Rzym. Później, przyjechałam do Włoch i jak się okazało rzeczywistość była nieco inna niż się spodziewałam - mój włoski był równy ZERO. Żyjąc w naturalnym środowisku italiano, odnalazłam na niego kilka sposobów. Co zatem zrobić, aby nauka języka była przyjemna i skuteczna? Może już część z nich praktykujesz sama? Przekonajmy się!


1. Włoski, ale do czego?

No dobra, decyzja zapadła, chcę nauczyć się włoskiego! Mam zapał, mega chęci i otwarty umysł, aby przyswoić nowe słowa i zdania. W planie jest zakup książek i wszystkich potrzebnych materiałów, a w wolnej chwili z ciekawości przeglądam oferty kursów językowych w grupach. A może lepiej indywidualnie czy online? Brzmi znajomo? Wszystko się zgadza, ale un attimo! Zanim wydasz Twoje ciężko zarobione pieniądze na potrzebne narzędzia do efektywnej pracy, czy zadałaś sobie pytanie: ,,A na co w zasadzie mi ten włoski?''.  Chcesz znać włoski bo? Bo lubisz jeździć na wakacje do Włoch i chcesz się dogadać? Bo w Twojej wymarzonej pracy wymagają znajomości włoskiego? A może po prostu lubisz ten język za to, że jest prosty i wpada w ucho? Powodów do nauki może być wiele. Wierz mi lubi nie, ale wyznaczając cel bardzo ułatwisz sobie całą sprawę. Zakres słów możesz zawężać lub rozszerzać zgodnie z tym, do czego ten język jest Tobie potrzebny. Przekonasz się także o tym, które czasy gramatyczne są niezbędne albo i lepiej - TOTALNIE ZBĘDNE. Czytaj dalej, bo o tej gramatyce, co straszy każdego też będzie!


2. Włoch powiedziałby con calma.

Wiesz czego nauczyłam się, ucząc się włoskiego? Cierpliwości! Włosi mówią con calma, czyli ze spokojem i mają rację. Nauka języka to nie wyścig. To nie zadanie, które ma określony limit czasowy, ani wyzwanie, które sobie rzucasz, żeby połechtać własną ambicję. To ma być przyjemność! Początkowo moja znajomość języka ograniczała się do powitania i odpowiadania na wszystko ,,si''. W panice chciałam chłonąć każdy najdrobniejszy detal, słówko, przecinek, aby jak najszybciej wyzwolić się z głębokiej nieświadomości i odkryć wszystkie tajemnice italiano. ALE! Nauka języka (każdego) ma ten feler, że niektóre rzeczy przyswajasz szybciej inne wolniej. Na te drugie musisz poświęcić więcej czasu i dopiero wypowiedziane za setną albo i dwusetną próbą będzie perfetto. Hasła w stylu: ,,Z nami włoskiego nauczysz się w 21 dni'', ,,Włoski w tydzień'' to gwarancja równej zero. Ktoś może przekazać Tobie wiedze najlepiej, jak potrafi, możesz zapisać się na najlepszy kurs w mieście, zarywać noce, a czas na opanowanie języka i tak będzie zależał od Twojej konsekwencji, zaangażowania i chłonności umysłu - jedno lepiej, drugie gorzej. Kumasz? Wyluzuj i daj sobie czas, nie odpuszczaj i nie poddawaj się przy pierwszej lepszej okazji. Ucz się regularnie i powoli.


3. Rób błędy.

Ja wciąż o tej ambicji, ale ona też odgrywa tu ważną rolę. W życiu człowiek nie lubi się mylić, zwłaszcza jeżeli poświęca czemuś dużo czasu i energii. Zdarza się, że wolimy unikać, nie angażować się niż popełnić błąd. W przypadku języka po prostu zamykamy buzię i wygodniej nam się nie odzywać, bo przypadkiem możemy powiedzieć coś źle. Zjada nas wstyd i strach. Już wiesz co mam Tobie do przekazania? Im bardziej siedzisz cicho, tym Twój włoski będzie się uwsteczniał, nie posuniesz się naprzód ani o krok, więc na co te Twoje listy słówek? Rób błędy, jąkaj się i myl jak najwięcej. Dopóki nie zaakceptujesz faktu, że pomyłki są rzeczą naturalną dopóty nie będziesz gadać. Jeżeli chcesz wydać kasę na kurs, po którym będziesz siedzieć cicho w obawie o popełnienie błędu, lepiej przeznacz te środki na coś innego. Pomyślałaś kiedyś, że Włosi też mogą popełniać błędy, mówiąc w swoim języku? A co! Zdarza się im przekręcić i to NIE RAZ! A my Polacy? Który język trzyma się kurczowo reguł? No właśnie, dlatego nie cykaj się reakcji Twoich odbiorców, nie bój się i rób błędy.


4. Jak język, to i atmosfera.

Nazw warzyw, owoców i wszystkich produktów spożywczych nauczyłam się robiąc zakupy we włoskich supermarketach. Części ciała i czasowników związanych z ruchem podsłuchałam na siłowni i zajęciach fitness. Moim słownictwem z zakresu komunikacji i orientacji w terenie zajął się mediolański przewoźnik ATM. Języka uczyli mnie także bezdomni, którzy na skrawku kartonu prosili o pieniądze, komunikując, że są głodni i mają do wyżywiania jeszcze troje dzieci. Już wiesz jaka jest kolejna zasada? Będąc we Włoszech języka uczysz się zdecydowanie szybciej, ale to nie powód żeby się zniechęcać! Naukę włoskiego zacznij od stworzenia sobie swoich małych Włoch. Listę zakupów zapisuj po włosku, zmień język w telefonie. Niech Twoim ulubionym kanałem telewizyjnym stanie się RAI. Lubisz DIY? Proszę bardzo, może znajdziesz coś ciekawego na włoskich blogach albo stronach? Krótko mówiąc otaczaj się językiem z każdej strony Zmień polską rzeczywistość na włoską na tyle ile możesz, a zobaczysz, że nauka może być przyjemna.


5. Co z tą gramatyką?

Gdy myślisz o nauce włoskiego to, co widzisz? Książki, listę zadań, odsłuch i miliard zasad gramatycznych? Ha! Tak myślałam. Przede wszystkim: gramatyka! Mam dla Ciebie coś innego. Zamknij na chwilę te wszystkie mądre książki i zastanów się czy jak byłaś dzieckiem i uczyłaś się mówić, to czy mama tłumaczyła Ci czym jest koniugacja? Żadne dziecko uczące się języka nie myśli o tym czy poprawnie odmieniło czasownik, więc dlaczego Ty zaczynasz od gramatyki? Każdy nowy język to jak nauka mówienia z poziomu dziecka. Uważam, że warto zapoznać się z pewnymi regułami, aby mieć jakiekolwiek pojęcie, ale siedzenie godzinami nad nauką rodzajników nieokreślonych to strata Twojego czasu. Początkowo myślałam tak jak Ty, ale kiedy odstawiłam książki zaczęłam się uczyć włoskiego na serio. Najpierw trzeba oswoić i osłuchać umysł z nowymi dźwiękami. Wiesz co dla mnie było dziwne? Słuchanie siebie samej mówiącej w innym języku. Inaczej pracuje język, mięśnie twarzy, a głos jakby nie ten. Przebrnięcie przez proces oswajania to połowa sukcesu, dlatego zamiast wypełniać gigantyczne tabele obejrzyj sobie film bez zrozumienia, jeden, drugi, dziesiąty. Z czasem zobaczysz progres, którym jest umiejętność separowania słów z potoku włoskich rozmów. Gramatyka to ostatnia rzecz, o która powinnaś się martwić. Skup się na mowie i oswajaniu dźwięków, w taki sposób aby wypracować swoją bazę języka włoskiego. Znajdź grupy ludzi zafiksowanych na punkcie języka. Spotkaj się i ćwicz rozmowy. Zobaczysz, że gramatyka uporządkuje się sama, a Ty wchodząc na coraz wyższy poziom języka możesz ją ładnie doszlifować.


6. Umiejętność budowania zdań.

Nie sztuką jest zrobić listę vocabolario, sztuką jest umieć z tej listy korzystać. Uczysz się słownictwa z zakresu wyposażenia łazienki? Szczoteczka, pasta... dodaj do tego wyrażenie lavare i denti. Do zwykłego mycia zębów możesz dodać także porę dnia albo gengive sensibili. Rozumiesz? Buduj całe zdania! Niech nazwy przedmiotów będą związane tematycznie z czynnościami, sytuacjami i otoczeniem, w którym się znajdują. Wyrywkowe słówka szybko się spisuje, ale też bardzo łatwo zapomina.


7. Włoski po włosku.

Kto Polce na obczyźnie może wytłumaczyć język w taki sposób, aby wszystko było chiaro? Masz babo placek, chciałaś to teraz sobie radź. Kolejny sposób jaki znalazłam to nauka włoskiego...po włosku! We włoskich książkach do nauki italiano per stranieri jest cała masa słów i wyrażeń, które od samego początku zmuszają Cię do myślenia po włosku. Jeżeli w szkołach są lekcje języka polskiego po polsku, to dlaczego lekcje języka włoskiego nie mogą odbywać się od A do Z po włosku? Bez ułatwień, podpowiedzi i szans na to, że ktoś pomoże Tobie w języku ojczystym. Musisz wyjść z takiego założenia - mówię po włosku, myślę po włosku.



Moje doświadczenia z językiem bywały bolesne, długie i nużące, ale w końcu przychodzi taki moment, w którym gęstwiny nieznanych słów, własna nieśmiałość i miliard popełnionych błędów zamieniają się w przyjemnie płynącą, równym nurtem rzeczkę. Droga będzie długa i wyboista, ale musisz myśleć o tym co czeka na jej końcu. Będziesz nie tylko mówić. Będziesz śpiewać, opowiadać dowcipy, a także gestykulować! Poczuj tej język umysłem i sercem, a zobaczysz, że będzie dobrze!



Na zakończenie mam dla Ciebie lubiane i czytane przeze mnie polskie blogi, poświęcone nauce języka włoskiego lub/i języków. Dziewczyny wkładają w każdy tekst ogrom serducha i pracy. Może znajdziesz tam coś dla siebie:

Powiedzmnie  - blog Marysi, która zasypie Cię różnymi sposobami na naukę języków obcych,
Trener jezyka włoskiego - blog Izy, ekspertki od italiano,
Włoskielove - Natalię znają chyba wszyscy miłośnicy włoskiego. Napisane prosto, łatwo i przyjemnie. Z jej artykułów słowa wpadają do głowy natychmiastowo,
Kawacaffe  - blog Kasi i Alfonsa, którzy wspólnie tworzą teksty zarówno po polsku jak i po włosku. Sposób na naukę podany na talerzu.
Cafe z poliglotka - z Anią nauka to czysta przyjemność i pełna profeska.
Włoskionline - blog Ali, która od 4 lat mieszka we Włoszech, a nauka włoskiego to jej wielka miłość. Wpadnij do Alicji zobaczyć co dla Ciebie przygotowała.



Jeżeli spodobał się Tobie mój wpis, daj mi o tym znać:
- w komentarzu, tu na blogu,
- udostępniając i komentując na Facebook'u 


W każdy post wkładam dużo serducha, a Ty wskazujesz mi właściwą drogę, dlatego zostaw po sobie ślad.


Ponadto, spotkasz mnie także na Instagramie, a do bezpośredniego kontaktu zapraszam Cię przez mail: ochmilano@gmail.com

Ciao,


Dominika








Wcześniej w ogóle nie myślałam, że mogłabym do tego dopuścić. Uważałam, że to strata czasu i, że po prostu nie wypada, a mój plan dnia nigdy tego nie przewidywał. Włosi przekonali mnie, że warto, że powinnam robić to kiedy tylko zechcę. Przekonali i natchnęli, bo gdy oni to robią przyłączam się z wielką chęcią.



Organizacyjnie bywam łamagą, ale paradoksalnie lubię ułożyć sobie dzień. Wypisać punkt po punkcie, co w danym dniu warto zrobić. Tydzień ma tylko siedem dni z czego połowę mojego czasu przesiaduję w pracy. Myślę sobie wtedy w jaki sposób spożytkować to, co zostaje mi jeszcze do dyspozycji.


Moja lista ,,do zrobienia'' zawsze była bardzo ambitna. Dzień potrafiłam napchać różnymi zadaniami. Lubiłam zamieniać się w perfekcyjną panią domu kilka razy w tygodniu, dokształcać się językowo, uprawiać sport. Sporty najlepiej 3 razy w tygodniu, bo przecież dzień wcześniej zjadłam pizzę o 22 i teraz bilans powinien wynieść 0, a po drugie sport to zdrowie. Języki? W tej chwili włoski jest moim drugim językiem mówionym. Na rzecz tego, gdzieś zaczął uciekać angielski, dlatego aby broń boziu ,,nie zapomniał się'' do reszty, wtykałam jeszcze edukacyjną godzinkę lub dwie przed pójściem spać. Dom, edukacja, aktywny tryb życia, bla, bla bla. Oprócz tych przykładowych zadań głównych jest jeszcze cała masa innych pierdół dookoła, ale przecież nie o tym chciałam. W skrócie ciągnęłam całe stado srok za ogon i dupa mi z tego wychodziła, bo gdy nie byłam w stanie czemuś podołać od namiaru, odczuwałam wielką frustrację. Uważałam, że jestem do bani. Wymagałam od siebie dużo, a to co udało mi się zrobić wciąż było niewystarczająco. Znasz to?


Pewnego dnia Albi mnie zapytał: ,,Czy ty kiedyś potrafisz po prostu usiąść i nic nie robić, nie myśleć, nie analizować, nie zastanawiać się? Wy, Polacy to zawsze musicie być w ruchu, a gdy na moment się zatrzymacie odnosicie wrażenie, że marnujecie czas.''


Zanim do mojej łepetyny dotarły jego słowa minęło trochę czasu, ale to za chwilę. Musiałam zrozumieć, że wszystko to, co planuje na dany dzień należy wyciągnąć w czasie, że jestem tylko człowiekiem, a pewne zadania to długotrwały proces. Nie liczy się ilość tylko jakość, bo co mi po tym, że po treningu przeczytam artykuł po angielsku? Przed snem, z na wpół zamkniętym okiem, przytulona do poduchy? Zapewne niewiele z niego zapamiętam, a zmęczę się podwójnie. Sens? Zerowy.


W ciągu dnia zaczęłam wyznaczać sobie priorytety. Oddzielać rzeczy ważne od mniej ważnych, a pierdoły po prostu olewać. Z listy zwykle najpierw skreślam połowę i macham ręką, gdy coś nie pójdzie po mojej myśli lub nie zostanie zrobione ,,in time''. Jednak żeby odnaleźć tę równowagę w sposobie myślenia i planowania musiałam nauczyć się jednej istotnej rzeczy.




Odkąd zamieszkałam w Mediolanie nauczyłam się marnować czas. 
Dolce far niente, czyli słodkie nic-nie-robienie to sztuka, którą Włosi opanowali do perfekcji, ale wcale nie dlatego, że są leniwi! 



Jeden z najbardziej klasyczny obraz włoskich mieszkańców Italii to właśnie ten, przedstawiający słodkie nieróbstwo. Wiesz o co chodzi? To jest właśnie jeden z TYCH smaków Włoch. Gdzieś na murku, na ławeczce, pod drzewem, na kieliszku wina w barze. Nie zawsze muszą ze sobą rozmawiać i gestykulować. To właśnie moment, w którym odpoczywają, zbierają nową energię i ładują baterie. Aby czerpać 100% satysfakcję z dolce far niente musisz wyzbyć się poczucia winy, że nic nie robisz.



Zwalniam, olewam i nic mnie nie obchodzi, co zaplanowałam dnia następnego. Wystarczy popołudnie, godzinka albo pół? Jak kto woli. Wyłączyć się, zresetować mentalnie. Chociaż chwilkę w ciągu dnia. Nie rozmawiać, nie czytać, nie skupiać myśli na niczym. Pobyć ze sobą i czuć się dobrze ze swoim nieróbstwem. Nauczyć się odpoczywać.



Mam dla Ciebie dobrą wiadomość. Żeby opanować umiejętność nic-nie-robienia wcale nie musisz przyjeżdżać do Włoch, nie musisz też wyjeżdżać na wakacje. Nieróbstwo może być stałym elementem w tygodniu, nie tylko w weekend. Jeżeli jeszcze nie próbowałaś, zacznij. Wszystko wyda się prostsze, widziane z innej perspektywy, gdy czujesz się wypoczęta - nie tylko fizycznie, ale i psychicznie! To jak? Jaka jest Twoja lista zadań na tydzień? Ja tam widzę przynajmniej 15 minut na dolce far niente.




Jeżeli spodobał się Tobie mój wpis, daj mi o tym znać:
- w komentarzu, tu na blogu,
- udostępniając i komentując na Facebook'u 


W każdy post wkładam dużo serducha, a Ty wskazujesz mi właściwą drogę, dlatego zostaw po sobie ślad.


Ponadto, spotkasz mnie także na Instagramie, a do bezpośredniego kontaktu zapraszam Cię przez mail: ochmilano@gmail.com

Ciao,


Dominika









Jest taki czas, który podkręca atmosferę, żywotność i urodę Mediolanu o jakieś 300 stopni. Czas, w którym urlop od pracy powinien być obowiązkowy albo przynajmniej doba powinna trwać 48 godzin. Za dnia trzeba się tu uzbroić w mocne nogi do chodzenia, a wieczorem wygodne obuwie zamienić na szpilki i kieliszek wina. Nie, nie to nie jest FESZYN ŁIK, to Fuorisalone.


O wzięciu udziału w Fuorisalone marzą wszyscy designerzy, artyści, architekci i projektanci. Raz w roku przez 7 dni, Mediolan zamienia się w prawdziwe artystyczno-designerskie imperium, a ulice wypełniają przybysze z całego świata. Całość tej wrzącej atmosfery dopełnia ciepło wiosennych dni i zieleń miasta. Brzmi dobrze? No, ale o co chodzi w tym Fuorisalone?


Fuorisalone znane także jako Milan Design Week narodziło się spontanicznie w latach 80-tych. Pomysłodawcą były aktywne przedsiębiorstwa meblowe i spółki designu przemysłowego. Ideą całego przedsięwzięcia jest prezentacja projektów w ciągu dnia, jak i ,,po godzinach''. W różnych zakątkach miasta można znaleźć ciekawe instalacje, formy i inspiracje do własnych, domowych wnętrz. Od kilku lat Fuorisalone rozrosło się także o inne sektory jak: moda, jedzenie, motoryzacja, technologia i telekomunikacja.

Na krótko przed Tygodniem Designu, w sieci dostępne są mapy, rozpiski eventów i miejsca, które warto zobaczyć. Głównym punktem kultu Fuorisalone jest oczywiście Brera, o której możesz przeczytać w jednym z moich artykułów. Dużo do pokazania ma również Via Tortona, dzielnica miasta Isola oraz Corso Venezia.






Za dnia trzeba się tu uzbroić w mocne nogi do chodzenia. Możliwości jest wiele. Każdy z showroom'ów w inny sposób nawiązuje interakcje z potencjalnym klientem czy zwykłym odwiedzającym, który chce cyknąć kilka fotek. Niektórzy zapraszają znane twarze, inni kierują się hasłem ,,przez żołądek do serca'', organizując otwarty bufet z przekąskami i winem. Wszystko zależy od charakteru miejsca i rzecz jasna sektoru.



Z pojedynczych showroom'ów można przenieść się do większych pawilonów, w różnych dzielnicach miasta. Jest duża szansa, że trafisz na jakiś koncert, wystąpienie albo zakryty tunel z atrakcją w środku. Inną możliwością są muzea np. Triennale di Milano, gdzie oprócz tematycznych wystaw nie brakuje ciekawych symulacji.














Na Fuorisalone popularne są prace studentów z Akademii Sztuk Pięknych Brera, natomiast dziedziniec Universita degli Studi di Milano co roku w zanadrzu ma dużo niespodzianek.




Dla Polski Milan Design Week 2017 jest powodem do dumy i kolejnym osiągnięciem na liście dla naszego kraju. Wśród włoskich cudeniek, Polacy zajęli własny pawilon. Prace studentów pochodziły ze wszystkich Akademii Sztuk Pięknych największych miast Polski. Serducho rośnie, co?




Na Fuorisalone warto szukać i dobrze się rozglądać, bo w najmniej oczekiwanych lokalizacjach można odkryć np. bar upleciony z pasty prosto z Bari i rajski ogród. Ja, moje ,,nieoczekiwane'' miejsce znalazłam ukryte w budynku obok zwykłego supermarketu.





Dla zapracowanych milanese Fuorisalone to okazja na bujne życie nocne. Wieczorową porą po mieście kręci się dosłownie ,,ocean ludzi''. Z showroom'ów można przenieść się na ekskluzywne, wymagające specjalnego zaproszenia eventy lub po wpisaniu się wcześniej na listę można wpaść do różnych lokali na otwartym powietrzu, restauracji lub hoteli. Podczas Milan Design Week sen i odpoczynek znajduje się na ostatniej liście rzeczy do zrobienia.



Najfajniejsze w Fuorisalone jest to, że nawet jeśli nie jesteś pasjonatem architektury i designu to i tak znajdziesz tu coś dla siebie, a jeżeli jeszcze zastanawiasz się jak spędzić urlop w pierwszej połowie roku, masz odpowiedź: wpadnij na Fuorisalone.





Jeżeli spodobał się Tobie mój wpis, daj mi o tym znać:
- w komentarzu, tu na blogu,
- udostępniając i komentując na Facebook'u 

W każdy post wkładam dużo serducha, a Ty wskazujesz mi właściwą drogę, dlatego zostaw po sobie ślad.


Ponadto, spotkasz mnie także na Instagramie, a do bezpośredniego kontaktu zapraszam Cię przez mail: ochmilano@gmail.com

Ciao,


Dominika





Wiesz o tym, że Mediolan to najbardziej zanieczyszczone miasto Europy? Paradoksalnie, ktoś kto bywał na Południu Włoch, o Mediolanie zwykle wypowiada się: ,,ale tu czysto''! To fakt, miasto jest w stanie nienagannym pod względem czystości ulic, chodników i miejsc zielonych, ale gołym okiem nie jesteśmy w stanie sprawdzić ile codziennie wdychamy brudu i innego dziadostwa. Mediolan to niekonsekwentne miasto; z jednej strony zaczadzone, a z drugiej roślinność kwitnie tu jak na drożdżach. Czy Włosi znowu mają coś z tym wspólnego? Na genetyczny rozwój roślin wpływ mają pewnie niewielki, ale jest coś, na co Włochy pracowały długo, a zwłaszcza region Lombardii - ,,roślinne'' osiągnięcie, które na zawsze wpisało się do kart historii.


Mówi się, że wrażliwość człowieka poznasz po tym, w jaki sposób dba o naturę. Jestem wrażliwa, ale w moim domu szansę na przeżycie mają tylko sztuczne kwiaty z IKEI. Do tego po prostu trzeba mieć dryg, chęci, cierpliwość i przede wszystkim wiedzę. Społeczeństwo regionu Lombardii wszystkie te cechy posiadało i właśnie dzięki temu powstała do dziś chętnie odwiedzana przez milanesi ORTICOLA.


Historia sięga roku 1854, w którym powstaje pierwsze archiwum wiedzy ogrodniczej w regionie Lombardii. Lombardczycy nosili się z zamiarem utrzymania kultury naturalnego piękna i ochrony terenów zielonych. Oprócz wiedzy pisanej, Włosi zawiązują także ugrupowanie społeczno-kulturowe organizujące konferencje, spotkania i konsultacje, pozwalające na wymianę doświadczeń i wiedzy o kwiatach, sadzonkach i inny cudach natury. Najbardziej zaangażowaną grupą ogrodniczą byli młodzi milanesi, dzięki którym powstaje pierwszy magazyn ogrodniczy. Inicjatywa goni inicjatywę, aż w końcu rodzi się Orticola - pierwsze targi ogrodnicze. Cierpliwość i ciężka praca wszystkich pasjonatów ogrodnictwa finalizuje się w Mediolanie. W 1865 roku milanesi podpisują akt fundacyjny Stowarzyszenia Ogrodniczego Lombardii. 



Włoskie zamiłowanie do natury.

Gdy Lombardczycy dopięli swego w 1865, w kolejnych latach organizowano wiele przedsięwzięć natury florystycznej i imprez z tym związanych. W miastach bardzo modne były konkursy na najpiękniej ukwiecone balkony i tarasy. Do konkursu przystępowały także stacje kolejowe, które za najbardziej oryginalne kwietniki zgarniały premie. Cykl kwiatowych imprez stał się popularny w Watykanie, a sam papież (Pio XI) zasilał papieskie ogrody w różne gatunki orchidei. W czasie pierwszej i drugiej wojny światowej, rozochoceni Lombardczycy porywali się na rynki zagraniczne. Z walizkami wypchanymi nasionami, bulwami i pędami intensywnie podróżowali po Europie. Pokazy roślin i innych sadzonek odbywały się w Holandii i Belgii, natomiast we Włoszech przodowała Florencja, Rzym i Neapol. Najważniejszymi kwiatowymi targami była ekspozycja w Stanach Zjednoczonych, na którą wyjeżdżali nieliczni członkowie stowarzyszenia. Włoskie zamiłowanie do natury konkluduje się dopiero po drugiej wojnie światowej. Włoska determinacja sprawia, że w 1959 roku na belgijskich targach ,,Floralies di Gand'' Orticola zajmuje drugie miejsce na podium, zaraz po Holandii. 

Orticola po dziś dzień.

Do Mediolanu Orticola przybyła oficjalnie w 1996 roku. Dzisiaj na Orticolę możesz wpaść co roku, w pierwszy weekend maja. Impreza odbywa się na 10 tyś. m2 parku Indro Montanelli, a samych ekspozycji jest około 158. 







Głownym tematem Orticoli są przede wszystkim włoskie ogrody i rośliny. To, co inspiruje miłośników natury, ogrodnictwa i zieleni to na pewno rzadkie (także starożytne!) odmiany kwiatów. Wystawa prezentuje najważniejsze okazy szklarniowe, uzyskane poprzez długie, włoskie poszukiwania. Spotkasz tutaj młode talenty, botaników i zwykłych pasjonatów.








Spotkanie na Orticoli jest chlubą dla włoskiego narodu, sposobem na poznanie gatunków roślin, rozwijających się w różnych regionach i środowiskach Włoch. Orticola to moment, aby zdefiniować najbardziej odpowiedni rodzaj roślin do własnego ogrodu i metody ich pielęgnacji. Milanesi wpadają tutaj po darmowe porady od specjalistów, a przywiezione puste taczki zapełniają po brzegi nowymi sadzonkami.









Fajnie? Mam dla Ciebie coś jeszcze.

Coś ekstra - Floralia.
Floralia jest kolejnym cyklicznym wydarzeniem o tematyce florystycznej, pojawiającym się dwa razy w roku (marzec/wrzesień). Event odbywa się na placu zaraz pod Kościołem San Marco, do którego swoją drogą należy zajrzeć - znajdziesz tam między innymi kopię obrazu Caravaggio.












Jeżeli spodobał się Tobie mój wpis, daj mi o tym znać:
- w komentarzu, tu na blogu,
- udostępniając i komentując na Facebook'u 

W każdy post wkładam dużo serducha, a Ty wskazujesz mi właściwą drogę, dlatego zostaw po sobie ślad.


Ponadto, spotkasz mnie także na Instagramie, a do bezpośredniego kontaktu zapraszam Cię przez mail: ochmilano@gmail.com

Ciao,


Dominika